Rejs z Trapani na wyspę Favignana i śniadanie na plaży

Chciałam pisać relację z Sycylii po kolei, systematycznie, dzień po dniu, ale to po prostu niemożliwe. Wcale nie dlatego, że w Italii ciężko podłączyć się do jakiejkolwiek sieci - wi-fi działa w naszym mieszkaniu o dziwo bez zarzutu. To dlatego, że każdego dnia tyle się dzieje! Będę szczera, skoro już tutaj jestem, wolę całą sobą smakować życie, niż patrzeć w ekran komputera. Wiem, że rozumiecie... :)




Koniecznie chcę Wam pokazać zdjęcia z najpiękniejszego miejsca na Sycylii, jakie widziałam do tej pory :) Trzeciego dnia naszego pobytu, udaliśmy się w rejs na jedną z trzech wysp archipelagu Egadów. Wybraliśmy Favignanę, bo zachęciły nas do tego opinie na temat najpiękniejszych plaż i cudownych widoków. Dokładnie tego możecie się spodziewać. Wyspa jest całkiem duża, ale spory kawałek można zwiedzić na własnych nogach (tak jak my) lub wypożyczyć rower czy skuter. Jeżdżą też małe busy i śmieszne, kolorowe kolejki jak na polskim wybrzeżu. Ruch uliczny jest znikomy, ale mimo wszystko uważajcie na rozpędzonych Sycylijczyków, którzy nie spodziewają się turystów w kwietniu, w dodatku spacerujących poza standardowymi, turystycznymi szlakami ;)


Na wyspę wyruszyliśmy z portu w Trapani. Bardzo chciałam płynąć zwyczajnym statkiem, niestety bycie turystą we Włoszech nie jest łatwe ;) Sprawdziłam rozkład i ceny Siremar'a, ale w porcie okazało się, że Biglietteria jest zamknięta. Tak po prostu. I to nie były godziny siesty ;) Dlatego nie mieliśmy wyboru i wybraliśmy jedyną dostępną opcję, czyli wodolot firmy Ustica. Taka przyjemność kosztuje około 20 euro w obie strony, ale Favignana naprawdę jest tego warta. Po drodze zobaczycie też mniejszą wyspę Levanzo, równie urokliwą, swoim wyglądem przypominającą nieco miejscowości Cinque Terre. Wpływając do maleńkiego portu w miejscowości Praia zobaczyliśmy malowniczy widok na zamek na wzgórzu Santa Caterina, gdzie znajduje się prawdopodobnie najpiękniejszy punkt widokowy na wyspie. Niestety nie mieliśmy okazji sprawdzić czy rzeczywiście tak jest, bo udaliśmy się na drugie skrzydło wyspy, o której mówią, że ma kształt motyla :)

Ja bym powiedziała, że to raczej nietoperz, ale wiadomo, że Włosi mają skłonność do przesady... ;) 

Plan był bardzo prosty - zjeść śniadanie na plaży w Favignanie! Rankiem w Trapani zaopatrzyliśmy się w croissanty i panini. Kiedy znaleźliśmy się już na lądzie postanowiliśmy odnaleźć najpiękniejszą plażę na wyspie. Ale nie tak od razu. Koniecznie chciałam zrobić sobie spacer wzdłuż wybrzeża, żeby cieszyć oko (i aparat) cudownymi widokami dzikich plaż i krystalicznie czystej, turkusowo-granatowej wody. Najpierw musieliśmy przejść przez miasteczko, aby znaleźć się na południowej części wyspy. 


Po drodze zaczepił nas pewien młody, opalony mężczyzna. Nie wyglądał na Włocha i początkowo myślałam, że jest turystą, który chce zapytać o drogę. Zaczął z nami rozmawiać, pytać skąd jesteśmy i dokąd idziemy. Największym zdziwieniem było to, że mówi do nas po angielsku, w dodatku bezbłędnie i z pięknym akcentem. Okazało się, że Steve (tak go później nazwaliśmy) jest w połowie Kanadyjczykiem, a w połowie... Polakiem! Dowiedzieliśmy się, że przyjechał na Sycylię na 3 miesiące uczyć angielskiego. Codziennie po południu ma 2 godziny zajęć, a później może robić co tylko chce. Mieszkańcy traktują go tutaj jak swojego, zapraszają na obiady. On chyba też czuje się jak u siebie, chociaż nie bardzo parla italiano. Za kilka tygodni jedzie w inny region Włoch na kolejne 3 miesiące. Podoba mi się taki lajfstajl! Steve zarekomendował nam najpiękniejszą plażę na wyspie, wskazał drogę i podpowiedział kilka przydatnych wskazówek odnośnie pobytu. Miło było spotkać kogoś tak miłego! Byłam tak zafascynowana jego opowieścią, że chwyciłam do ręki aparat dopiero jak odchodził...


Zauroczeni widokami i roślinnością szliśmy w kierunku Lido Burrone. Towarzyszyły nam superszybkie jaszczurki, które w pośpiechu starały ukryć się przed nami w trawie lub pod kamieniami. W oddali wciąż towarzyszył nam widok zamku na wzgórzu Santa Caterina.



Na szczęście dość spory kawałek drogi przeszliśmy wzdłuż wybrzeża, dzięki czemu upał (całe 20 stopni!) nie był aż tak dotkliwy. Myślę, że w centrum wyspy, w pełnym słońcu, temperatura odczuwalna wynosiła przynajmniej 30 stopni, co odczuliśmy wieczorem, zauważając czerwone placki na swoim ciele ;) Ja spaliłam sobie tylko mały fragment dekoltu, ale reszta ekipy miała trochę mniej szczęścia...


Jak wielką radość sprawił mi widok tej maleńkiej, dzikiej plaży! Gdyby ktoś powiedział mi, że właśnie ta plaża, jest tą najpiękniejszą na Favignanie, uwierzyłabym! To miejsce ma wszystko: krystalicznie czystą wodę, skrawek ciepłego piasku (w sam raz na dwie osoby), skałki, nadające charakteru i udostępniające cień, dla spalonych ciał. Mogłabym tam zostać na cały dzień, ale moi kompani mieli dobre powody, żeby iść dalej. Na szczęście... :)

 

Nareszcie! Lido Burrone! To oznacza, że już najwyższy czas na śniadanie :)


I schłodzenie się w Morzu Śródziemnym... Początkowy entuzjazm został stłumiony przez lodowatą falę.


Ale nie poddałam się tak łatwo i za sprawą Feel'a, który skutecznie mnie zmotywował, po chwili byłam już w wodzie. Tym samym zawstydziłam kilku mężczyzn, ukradkiem obserwujących moje wodne poczynania. Dwóch z nich nawet zanurzyło stopę, ale szybko zrezygnowali ze skorzystania z tej atrakcji na wyspie... ;)


Na Lido Burrone spędziliśmy około godzinę, po czym obraliśmy kierunek na najpiękniejszą plażę Favignany - Cala Rossa, czyli czerwona zatoka. Nie jestem pewna czy rzeczywiście jest ona najpiękniejsza, bo z kilkunastu plaż na wyspie zobaczyłam tylko dwie, więc trudno mi porównać. Szczerze mówiąc nie ma ona nic wspólnego z typową plażą - teren jest bardzo skalisty, a ponadto wieje tam bardzo silny i zimny wiatr. Dlatego obejrzałam ją sobie z góry, czyli z miejsca, skąd wygląda najokazalej i rzeczywiście muszę przyznać, że jest przepiękna. Ale najlepiej sprawdźcie sami przy okazji wizyty na Sycylii :)


Widok na Cala Rossa przypomniał mi zjawiskowo piękny, północno-zachodni kraniec Krety - półwysep Gramvousa. W obu przypadkach byłam zachwycona tym, w jaki sposób natura wyrzeźbiła te miejsca, jak wspaniały krajobraz możemy tam obserwować... Mogłabym tam wracać wielokrotnie i prawdopodobnie nigdy by mi się nie znudziły te widoki, silny wiatr, szum fal i kolor morza.



6 komentarze:

  1. Eliminuje ze swojego życia zazdrość, ale cholera jasna tym razem Ci zazdroszczę:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejkuuuuu ale super :) Zdjęcia są niesamowite.

    OdpowiedzUsuń
  3. sliczne zdjecia

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne widoki :) Dla takiego odpoczynku, możesz być offline :D

    OdpowiedzUsuń

 

Popularne posty

Fb